Galeria w pracowni
galeria - 668 041 616
pracownia - 691 555 904
pisanieikon @ pisanieikon.pl

A. Bloom: Szkoła modlitwy c.d. 1

Modlitwa i życie[i] - wprowadzenie do rozdziału

(A. Bloom:  Szkoła modlitwy, wyd. „Chrześcijańskie Zycie” 2002)

Modlitwa oznacza dla mnie osobowe relacje.  Nie byłem osobą wierzącą, poczym nagle odkryłem Boga, i od razu stał się On dla mnie wyższą wartością i całym sensem życia, - ale jednocześnie i zaistniał jako osoba.  Myślę, że modlitwa nic nie oznacza dla tego, kto nie ma obiektu modlitwy. Nie możecie nauczyć modlitwy człowieka, który nie ma odczucia Żywego Boga; możecie go nauczyć postępować ściśle tak jakby on wierzył, ale nie będzie to żywym aktem, jakim jest ciągła modlitwa.  Dlatego, mając na uwadze jakość wprowadzenia w te rozmowy o modlitwie, chciałbym właśnie przekazać swoją pewność, że istnieje osobowa realność takiego Boga, z Którym można wejść w relację. Następnie poproszę czytelnika, by traktował Boga jak żywą osobę, jak sąsiada, i wyrażał tą swoją wiedzę w tychże kategoriach, w których wyraża swoje relacje z bratem czy przyjacielem. Myślę, że jest to najważniejsze.

Jedna z przyczyn, dlaczego modlitwa, publiczna bądź prywatna, wydaje się tak martwą czy tak formalną, zawiera się w tym, że zbyt często brakuje w niej aktu pokłonienia się Bogu w sercu, które spotyka się z Bogiem. Każde wyrażenie, słowne bądź ruchowe, może być pomocne, lecz i tak nie zastąpi najważniejszego, a mianowicie – głębokiego pozawerbalnego spotkania.

Z doświadczenia relacji ludzkich wiemy wszyscy, że miłość i przyjaźń są głębokie wtedy, gdy możemy milczeć jeden z drugim. Jeśli natomiast dla podtrzymania kontaktu niezbędna jest nam rozmowa, powinniśmy z przekonaniem i smutkiem przyznać, że nasz kontakt jest jeszcze mimo wszystko powierzchowny, dlatego, jeśli pragniemy modlitewnie kłaniać się Bogu, powinniśmy przede wszystkim nauczyć się doświadczać radości z milczącego przebywania z Nim.  Jest to lżejsze niż się na początku może wydawać; do tego trzeba niewiele czasu, niewiele zaufania i decyzja, żeby zacząć.

Pewnego razu Cure of Ars[1], francuski święty XIX wieku, zapytał starego chrześcijanina, co on robi, godzinami siedząc w kościele,  i naocznie, wcale się nie modląc;  chrześcijanin  mu odpowiedział: „Patrzę na Niego, On patrzy na mnie, i nam dobrze razem”. Ten człowiek nauczył się rozmawiać z Bogiem, nie naruszając słowami ciszy bliskości. Jeśli i my to potrafimy to możemy praktykować każdą wybraną przez siebie formę modlitwy. Jeśli zaś zechcemy, aby sama modlitwa zawierała się w słowach, których my używamy, to beznadziejnie się nimi zmęczymy, ponieważ bez głębi milczenia te słowa będą powierzchowne i nudne.

Ale jak bardzo natchnione mogą być słowa, kiedy stoi za nimi milczenie, kiedy napełnione są duchem prawym: Panie! Usta moje otwórz,  i usta moje rozgłoszą chwałę Twoją (Ps. 50, 17).


 



[1] dosłownie: „ksiądz z parafii Ars”; Jean-Baptise-Marie-Vianney



[i] Living Prayer, London, 1966

dodano: 2016-12-05
Polityka plików cookies Copyright © 2014 Gogler.pl

Ta strona używa ciasteczek (cookies). Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na ich używanie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Więcej informacji znajdziesz w polityce plików cookies.

Zamknij